sobota, 15 grudnia 2012

Crunchbang #! - Linux dla koneserów, krótka recenzja. część 1.

Nie da się ukryć, że moim hobby jest testowanie różnych dystrybucji Linuksa i porównywanie ich ze sobą. Mogę sobie także na to pozwolić, ponieważ mam kilka maszyn do dyspozycji, na każdej kilka partycji, mogę dobrać idealną dystrybucję dla danego komputera i dla danych potrzeb. Mogę ją zmienić, kiedy pojawi się lepsze rozwiązanie, itp. Lubię to.


Po mojej ostatniej rezygnacji z Arch Linux a właściwie ze 100% kompatybilnym z nim Bridge Linux poczułem pewną lukę. Przydałby się system szybki, prosty, z nowym pakietem oprogramowania, lekki, który nie definiuje na nowo dawno ustalonych i przetestowanych rozwiązań, który ma obszerne repozytoria dające mi w mgnieniu oka dowolne pakiety do jakich jestem przyzwyczajony.

Znacie coś takiego? Ubuntu? Hmm, poza jak lekkimi edycjami jak Xubuntu, Lubuntu czy dystrybucjami pochodnymi w stylu Peppermint, to w gruncie rzeczy ciężka krowa, ostatnie wydanie LTS daję radę, ale...

...ale przecież niedawno zamrożono Wheezy, czyli testowe wydanie Debiana, co oznacza mniej agresywne upgrade'y i większą stabilność niż w Archu, ale pozostanie dość aktualne i lżejsze niż Ubuntu.

Tylko po co instalować "surowego" Debiana, skoro kilka dystrybucji oferuje gotowe rozwiązania debianowe: Linux Mint LMDE, Parsix, Crunchbang... ten ostatni najlżejszy i dla koneserów, biorę go na ruszt!

I tak oto po raz kolejny na głównej maszynie powróciłem do Debiana, od którego zacząłem przygodę z Linuksem...

...dalszy ciąg przemyśleń wkrótce.


1 komentarz:

  1. Możesz napisać o tym systemie więcej. Pasek zadań wygląda zachęcająco, a szukam powoli systemu dodatkowego prócz Windowsa 7(aktualnie jeszcze XPeka)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...