wtorek, 25 października 2016

Linux – mentalność Kowalskich, powodem niskich udziałów




W owym wpisie chciałbym rozważyć istotną kwestię: dlaczego Pingwin w kwestii desktopów, nadal jest niszowy. Mocnym bodźcem ku temu, jest opublikowany na linux.pl i komentowany w swoim czasie tekst: Linux w szkolnej pracowni niemile widziany przez władze?

Artykuł jest już dość stary, aczkolwiek idealnie nadaje się jako przykład. Jeśli owego tekstu jeszcze nie czytaliście, przedstawiam krótkie streszczenie. Bohaterem jest informatyk, pracujący w nieokreślonym urzędzie gminy. W roku 2014 zapadła decyzja, dotycząca wyposażenia dwóch pracowni szkolnych. Biorąc pod uwagę kryteria cena / jakość, protagonista zaproponował i wdrożył system Linux Mint, wraz z pakietem Wine, który uruchomił potrzebne oprogramowanie. Mint został skonfigurowany też tak, aby przypominał Windows. Sumarycznie – za cenę 1900zł brutto została skonfigurowana pracownia, składająca się z 16 maszyn (rzekomo przy Windows – 1600zł za jedno stanowisko). Był to jednak początek kłopotów – informatyk został oskarżony przez Wójta Gminy o próbę „dorobienia się na Linuksie”. Powodem oskarżenia była reakcja Pani Dyrektor, która widząc pracownię zażądała od gminy 17.000zł na wymianę oprogramowania (Windows + Office). Oszczędności na Linuksie skwitowała tak: „to g… nie system”, dodatkowo „z LibreOffice, to nikt nigdzie nie korzysta”.

niedziela, 23 października 2016

Linux jest darmowy, jeśli twój czas jest nic nie warty. Prawda czy hejt?

"Linux is free only if your time is worthless!" Prawda czy hejt?

Złośliwcy mawiają, że Linux jest za friko o ile Twój czas jest pozbawiony wartości. Jak wygląda moje podejście, jakie są moje początki i doświadczenia oraz mój stosunek do wartości mjego czasu poświęconego na Linux.



Zapraszam do wysłuchania YT! Tym razem - mimo narzekania części użytkowników - dosyć długiego, ale mam wielką ochotę się dziś wygadać ;-)


W tle dzieło graficiarzy z Lubina (os. Przylesie), które słynie nie tylko ze sportu i kopalni KGHMu, ale i z rewelacyjnych murali!

P.S. Polecam też:

Zarabianie na sprzedaży własnych zdjęć... Bigstock?


niedziela, 16 października 2016

Android na biurku... czyli dekstopowy Linux o jakim marzy ZU

Witajcie. Dzisiaj kolejny YT na temat Androida, co jak co, pełnowartościwego sytemu z linuksowej stajni... Zapraszam!




Zapraszam do komentowania!

wtorek, 4 października 2016

Androidzie – używam Cię za karę

Smartfony wyrosły na najpopularniejszą formę urzadzeń – wyparły growe handheldy, tablety, a nawet netbooki. Praktycznie każdego dnia spotykamy na ulicy ludzi, którzy wpatrzeni są w ekranik smartfona, świata poza nim nie widząc. Nie są to urządzenia nowe, ponieważ moja historia z inteligentnymi telefonami sięga czasów Symbiana s60v1, także daje to około 14 lat styczności z tymi urządzeniami. Niemniej przekroczyłem już próg, kiedy mam ich serdecznie dość...

Jak wielu ludzi – używam Androida, który działa na mojej Motoroli Moto G 1gen (2013 rok). Firma była znana z tego, że oferowała niemal czystego Androida, także nie było spowalniających nakładek lub zbędnych aplikacji. Nie jest to co prawda mój pierwszy smartfon z systemem Googla, aczkolwiek pierwszy spod znaku Zielonego Robota, przy którym zatrzymałem się na dłużej. Niemniej system ten zaczął mnie doprowadzać do szewskiej pasji, a przy okazji zacząłem myśleć o powrocie na klasyczny telefon...


Zacznę może od tego, że doceniam potęgę, jaką jest Andorid – nawet iOS schował się w cieniu, a Windows Phone spadł do jeszcze większej niszy. Pozostałe projekty jak Ubuntu Mobile nigdy nie będą mogły się wybić, a eksperymenty pokroju FirefoxOS znikają tak szybko, jak tylko się pojawią.

Od pewnego czasu system na mojej Moto G, jakim jest Android 5.1 – zaczął mocno mnie irytować. Wiecie, że kiedyś przez 3 dni byłem nieświadomie poza zasięgiem GSM, ponieważ system sam z siebie przestał odczytywać kartę SIM? Wystarczył restart telefonu i wszystko wróciło do normy. Oczywiście slot od karty, jak również sama karta są w pełni sprawne. Po prostu „Andek” zafundował mi wakacje od sieci telefonicznej...

Idąc dalej – pomimo wielkiej mocy obliczeniowej smartfonów, system Googla potrzebuje czasami chwili do namysłu. Zazwyczaj działa dobrze, choć bywają chwile, w których telefon działa w ślimaczym tempie, nie nadąża za mną, lub zwyczajnie poddaje się i zamarza na czarnym ekranie. Zastanówcie się – jakim cudem potrafiono kiedyś tworzyć w pełni desktopowe systemy operacyjne na komputery, odpalać przy tym skomplikowane programy i gry 3D, a całość mieściła się np. w 32MB RAM? Tymczasem potężna moc jaką skrywają urządzenia mobilne, ciągle wydaje się zbyt mała do podstawowych rzeczy. Kuriozum, prawda? Dodatkowo często kiedy chcę włączyć moduł Wi-Fi, system się przywiesi i zrestartuje sesję. Zazwyczaj zdarza się to w sytuacji, kiedy przemieszczam się pomiędzy wieloma sieciami, a po każdym buszowaniu w internecie, moduł po prostu wyłączam. Parę takich operacji i system się wykłada. Czasami zdarza się również, że wyłączę transmisję danych komórkowych, a ikonka H (HSDPA) nadal jest widoczna na pulpicie... Widocznie jest jakiś problem, aby pulpit się odświeżył. Muszę wtedy uruchomić ponownie telefon, aby włączenie transmisji było znów możliwe.


Parę tygodni temu miałem ciekawą sytuację. Otóż zadzwoniła do mnie znajoma osoba. Po chwili druga i trzecia. Dacie wiarę, że Android zaczął sam dzwonić do losowych osób z książki telefonicznej? Taka sytuacja powtórzyła się jeszcze trzykrotnie. Możecie oczywiście powiedzieć, że prawdopodobnie złapałem wirusa. Otóż nie – telefon został przeskanowany parokrotnie, dodatkowo nie mam roota, a tym bardziej instalacji z zewnętrznych źródeł. Cóż – sytuacja niegroźna, ale musiałem parokrotnie tłumaczyć, że ja przecież do nikogo nie dzwoniłem... Zdawkowo wspomnę tylko o sytuacjach, w których po intensywnej rozrywce – obraz potrafi przesunąć się poza lewą krawędź ekranu, albo wykonane screenshoty pulpitu, nigdzie się nie zapisały.

Czara goryczy przelała się niedawno, kiedy system nie potrafił uruchomić dialera i wiadomości SMS. Byłem wtedy pośrodku miasta, potrzebowałem pilnie zadzwonić, a wejście w dialera skutkowało tym, że po 1-2 sekundach...sam się wyłączał. Identycznie było z wiadomościami SMS. W efekcie byłem uziemiony, ponieważ nie mogłem zadzwonić ani wysłać wiadomości! Restart telefonu nie pomógł, gdyż nadal było tak samo. Drugi restart również niczego nie wskórał. Po trzecim uruchomieniu telefonu, wszystko wróciło w końcu do normy. Pomyślcie teraz, że napotkaliście taki problem w sytuacji, w której musielibyście pilnie zadzwonić na numer 112. Przerażające... Musicie udzielić komuś pomocy, a system napotkał wewnętrzną awarię...

Jaka jest konkluzja? Jako osoba pracująca w IT – doskonale wiem, że niemożliwe jest stworzenie perfekcyjnego kodu. Niemniej z Androidem jest sytuacja taka, że Google wypuszcza nowe wersje, a tymczasem otrzymanie ich, graniczy w tym ekosystemie z cudem. Hamują to producenci, którzy chcą wymusić kupno nowszego telefonu. Także jeśli ktoś utknął w zabugowanej wersji Andoirda, to albo ma pecha i musi żyć z błędami, albo bawić się w rootowanie i wgrywanie nowszych ROM-ów. Mój Android 5.1 na Motoroli Moto G, nie miał przywracanych ustawień fabrycznych od około 2 lat, także zaczynam odczuwać błędne działanie systemu. Niemniej czy naprawdę trzeba resetować ustawienia, aby bezproblemowo używać smartfona? Trzeba go ciągle doglądać, aby był w dobrej kondycji? Czasami mam wrażenie, że nawet testowe wersje dystrybucji Linuksa, bywają bardziej stabilne od Androida. Niestety muszę go używać za karę, ponieważ BlackBerry zakończyło produkcję smartfonów, iPhony są nieco zbyt drogie, a używanie mojego ulubionego Symbiana, staje obecnie coraz trudniejsze. Pozostaje być skazanym na system Googla, albo kosztem funkcjonalności – wrócić na klasyczną komórkę. Nie wiem co gorsze...


PS: Jeśli myślicie o przejściu na klasyczny telefon, swoje przemyślenia przedstawiłem kiedyś tutaj:



Autorem tego wpisu jest Krystian - twórca kanału YT: Poczytnik
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...